Prawo jazdy kat. A - udało się!
- Bartorius
- Management Watahy
- Posty: 326
- Rejestracja: 04 kwie 2021, 10:59
- Imię: Bartosz
- Lokalizacja: Warszawa
- Motocykl: BMW R1150R
-
Prawo jazdy kat. A - udało się!
Szanowna Wataho,
mogę już oficjalnie i z dumą powiedzieć, że w dniu wczorajszym (21.04.2022 roku) zrobiłem sobie piękny prezent imieninowy - zdałem egzamin na kategorię A
Pomimo padającego deszczu Warszawa okazała się nie być taka straszna i udało mi się zdać za pierwszym razem, co do tej pory jest dla mnie zagadką "jak to możliwe?", bo szczerze mówiąc to zastanawiałem się intensywnie, na którym zadaniu polegnę
Ale po kolei: przybyłem do WORD-u 45 minut przed ustaloną godziną egzaminu - wiadomo: korki, stłuczki, zawalidrogi, czy remonty mogą skutecznie opóźnić zakładany czas przejazdu, więc po co dodatkowo potęgować i tak sporą dawkę emocji.
Zostałem wywołany przez tamtejszy radiowęzeł, że oto "nadejszla wiekopomna chwila" i mam się stawić na placu manewrowym dla motocykli. Ku memu zaskoczeniu - wywołał mnie kobiecy głos... Okazało się, że moim egzaminatorem będzie kobieta - Pani Anna, która okazała się być przesympatyczną i serdeczną osobą, której podejście do egzaminowanego w znacznym stopniu pozwoliło rozładować i tak niemały stres.
W Warszawie motocyklem egzaminacyjnym jest Yamaha MT 07 - bardzo fajny i manewrowy motocykl. Jest jednak jedno "ale", mianowicie występuje on w dwóch wersjach - przed i poliftowej, z czego ta druga jest żwawsza, zrywniejsza i....delikatnie szybciej jedzie na półsprzęgle, co niebawem miałem okazję odczuć i przypłacić czwartym zawałem tego dnia
W czasie nauki na placu manewrowym jeździłem tą przedliftową, wolniejszą...
Komputer wylosował mi dwa zadania: sprawdzenie poziomu oleju silnikowego oraz sprawdzenie świateł mijania. Banał. Oczywiście, do tego absolutnie zawsze trzeba sprawdzić naciąg i stan łańcucha, ale o tym egzaminator nie mówi i trzeba to o tym pamiętać.
Pierwsze zadanie: wyprowadzenie motocykla bez uruchamiania silnika "na trzy". To trzeba kilka razy przećwiczyć na placu manewrowym i nie jest skomplikowane.
Przygotowanie do jazdy: pozapinać się, ustawić lusterka, złożyć stopkę, upewnić się, że się włączyło silnik, etc.
Drugie zadanie - "ósemka", 5 razy. Tu przekonałem się o tym, że polift jedzie delikatnie szybciej i na drugiej zwitce....podparłem się nogą. To grzech śmiertelny, bo zadanie jest automatycznie niezaliczone... Podobnie jak gleba lub zgaśnięcie silnika. Przekląłem siarczyście, bo na placu nigdy nie zepsułem "ósemki"! A to dopiero początek tej rzeźni i już wtopa...
Drugie podejście - nerwy jeszcze większe, kwadratowe ruchy kierownicą i milion myśli na sekundę. Egzaminator daje znać, żebym zjechał - i zalicza to zadanie.
Zadanie numer 3 - wolny slalom, dwukrotny przejazd. Tu liczy się już tylko technika - trzeba mocno balansować biodrami i w pełni panować nad maszyną. Po raz kolejny ten 1 km/h szybciej na pół sprzęgle okazał się zmorą, bo oprócz balansu i skupienia na zadaniu trzeba było dołożyć operowanie sprzęgłem w razie, gdy widzisz, że fizyka każe Ci jechać nie tam, gdzie chcesz. Przypomnę, że zaledwie dotknięcie pachołka jest równoznaczne z przerwaniem egzaminu i jego negatywnym wynikiem. Udało mi się, chociaż nie powiem, że bez przygód, bo było blisko niezmieszczenia się w ostatnią bramkę
Nawet Pani Egzaminator stwierdziła, że dostarczam jej mocnych wrażeń
Zadanie 4 - szybki slalom między trzema pachołkami, jednokrotny przejazd. Tu również liczy się wyłącznie technika i niezliczone ilości prób na placu, bo mierzona jest średnia prędkość pomiędzy bramką wjazdową, a wyjazdową, która musi wynieść nie mniej niż 30 km/h. Wydawałoby się, że to niewiele, ale to bardzo złudne, kiedy widzi się jak blisko siebie rozmieszczone są pachołki. Żeby zaliczyć to zadanie trzeba samemu opracować swoją technikę. Moja była taka, że na bramce wjazdowej mam maksymalnie 36 km/h i to prędkość graniczna, bo przy 37 km/h już fizyka skazywała mnie na większe łuki między pachołkami przez co finalnie albo nie mieściłem się w bramce wyjazdowej, albo strącałem pachołek. Następnie przy minięciu drugiego pachołka delikatnie gazu, a po minięciu trzeciego pachołka gaz prawie do oporu.
Na bramce wjazdowej miałem 37 km/h wg Pani Egzaminator (mi motocykl pokazywał 36 km/h), na wyjazdowej 33 kh/h - średnia 35 km/h i kolejne zadanie zaliczone.
Zadanie 5 - ruszanie na wzniesieniu. Tu nie ma specjalnie co zepsuć - chyba, że Ci zgaśnie silnik lub motocykl zsunie się o więcej niż 20 cm. Zaliczone.
Zadanie 6 - omijanie przeszkody. Zadanie to polega na ominięciu przeszkody złożonej z trzech pachołków o szerokości 1 m prostopadle do toru jazdy z prędkością najazdową min. 50 km/h i pokonania jej z prawej i lewej strony przeciwskrętem. To również nie jest zbyt skomplikowane - trzeba tylko pilnować prędkości i umieć wchodzić w zakręty wspomnianym przeciwskrętem.
Zadanie 7 - hamowanie do punktu. Rozpędzasz motocykl do ok. 50 km/h i musisz łagodnie wyhamować z zatrzymaniem przez określonym punktem. W moim przypadku były to dwa pachołki położone obok siebie. Tego zadania trudno niezaliczyć.
Zadanie 8 - hamowanie awaryjne. Podobnie jak w poprzednim - rozpędzasz motocykl do 50 km/h i na znak egzaminatora gwałtownie hamujesz. I - tu ciekawostka - to jedyne zadanie kiedy może zgasnąć Ci silnik, ale gleba stanowi o negatywnym zakończeniu egzaminu. I tu pojawiły się moje obawy, bo cały czas padał deszcz, nawierzchnia mokra... Gwałtowne hamowanie jednośladem, nawet wyposażonym w ABS niesie pewne ryzyko... Na szczęście Pani Egzaminator wprost powiedziała, że prędkość ma być tak dobrana, żeby hamowanie awaryjne odbyło się w sposób bezpieczny. Pamiętam, że na liczniku miałem coś z czwórką z przodu - znak do zahamowania - hamulec przedni, sprzęgło, hamulec tylni, terkoczący ABS, zatrzymałem się
.
Chwila refleksji....qrcze....ZDAŁEM PLAC
Wyjazd "na miasto" po trudach placu był miłą wycieczką, tym bardziej, że po tych trasach jeździłem w czasie kursu i mało było miejsc z dziwnym oznakowaniem lub skomplikowanym ruchem (jak na przykład znienawidzone przez wszystkich kursantów rondo pięciopasmowe) na których dałbym się zaskoczyć.
I tak dojechaliśmy do WORD-u, Pani Egzaminator oznajmiła mi, że egzamin został zaliczony z wynikiem pozytywnym, że bardzo się jej podobał mój styl jazdy, etc., a ja stałem osłupiały jakby mówiła do kogoś innego
Po prostu to jeszcze nie docierało
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obecnie czekam na wydanie "plastiku" i mam nadzieję otrzymać go w przyszłym tygodniu, bo w Warszawie taki jest średni czas oczekiwania. Podobno...
Przeogromnie cieszy mnie fakt, że tego wszystkiego udało się dokonać przez naszym zlotem w Kotlinie Kłodzkiej, w którym już pełnoprawnie będę mógł uczestniczyć na moim BMW R1150R, na którego to wczoraj zerkałem już nieco inaczej
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia 20 maja
mogę już oficjalnie i z dumą powiedzieć, że w dniu wczorajszym (21.04.2022 roku) zrobiłem sobie piękny prezent imieninowy - zdałem egzamin na kategorię A
Pomimo padającego deszczu Warszawa okazała się nie być taka straszna i udało mi się zdać za pierwszym razem, co do tej pory jest dla mnie zagadką "jak to możliwe?", bo szczerze mówiąc to zastanawiałem się intensywnie, na którym zadaniu polegnę
Ale po kolei: przybyłem do WORD-u 45 minut przed ustaloną godziną egzaminu - wiadomo: korki, stłuczki, zawalidrogi, czy remonty mogą skutecznie opóźnić zakładany czas przejazdu, więc po co dodatkowo potęgować i tak sporą dawkę emocji.
Zostałem wywołany przez tamtejszy radiowęzeł, że oto "nadejszla wiekopomna chwila" i mam się stawić na placu manewrowym dla motocykli. Ku memu zaskoczeniu - wywołał mnie kobiecy głos... Okazało się, że moim egzaminatorem będzie kobieta - Pani Anna, która okazała się być przesympatyczną i serdeczną osobą, której podejście do egzaminowanego w znacznym stopniu pozwoliło rozładować i tak niemały stres.
W Warszawie motocyklem egzaminacyjnym jest Yamaha MT 07 - bardzo fajny i manewrowy motocykl. Jest jednak jedno "ale", mianowicie występuje on w dwóch wersjach - przed i poliftowej, z czego ta druga jest żwawsza, zrywniejsza i....delikatnie szybciej jedzie na półsprzęgle, co niebawem miałem okazję odczuć i przypłacić czwartym zawałem tego dnia
Komputer wylosował mi dwa zadania: sprawdzenie poziomu oleju silnikowego oraz sprawdzenie świateł mijania. Banał. Oczywiście, do tego absolutnie zawsze trzeba sprawdzić naciąg i stan łańcucha, ale o tym egzaminator nie mówi i trzeba to o tym pamiętać.
Pierwsze zadanie: wyprowadzenie motocykla bez uruchamiania silnika "na trzy". To trzeba kilka razy przećwiczyć na placu manewrowym i nie jest skomplikowane.
Przygotowanie do jazdy: pozapinać się, ustawić lusterka, złożyć stopkę, upewnić się, że się włączyło silnik, etc.
Drugie zadanie - "ósemka", 5 razy. Tu przekonałem się o tym, że polift jedzie delikatnie szybciej i na drugiej zwitce....podparłem się nogą. To grzech śmiertelny, bo zadanie jest automatycznie niezaliczone... Podobnie jak gleba lub zgaśnięcie silnika. Przekląłem siarczyście, bo na placu nigdy nie zepsułem "ósemki"! A to dopiero początek tej rzeźni i już wtopa...
Drugie podejście - nerwy jeszcze większe, kwadratowe ruchy kierownicą i milion myśli na sekundę. Egzaminator daje znać, żebym zjechał - i zalicza to zadanie.
Zadanie numer 3 - wolny slalom, dwukrotny przejazd. Tu liczy się już tylko technika - trzeba mocno balansować biodrami i w pełni panować nad maszyną. Po raz kolejny ten 1 km/h szybciej na pół sprzęgle okazał się zmorą, bo oprócz balansu i skupienia na zadaniu trzeba było dołożyć operowanie sprzęgłem w razie, gdy widzisz, że fizyka każe Ci jechać nie tam, gdzie chcesz. Przypomnę, że zaledwie dotknięcie pachołka jest równoznaczne z przerwaniem egzaminu i jego negatywnym wynikiem. Udało mi się, chociaż nie powiem, że bez przygód, bo było blisko niezmieszczenia się w ostatnią bramkę
Zadanie 4 - szybki slalom między trzema pachołkami, jednokrotny przejazd. Tu również liczy się wyłącznie technika i niezliczone ilości prób na placu, bo mierzona jest średnia prędkość pomiędzy bramką wjazdową, a wyjazdową, która musi wynieść nie mniej niż 30 km/h. Wydawałoby się, że to niewiele, ale to bardzo złudne, kiedy widzi się jak blisko siebie rozmieszczone są pachołki. Żeby zaliczyć to zadanie trzeba samemu opracować swoją technikę. Moja była taka, że na bramce wjazdowej mam maksymalnie 36 km/h i to prędkość graniczna, bo przy 37 km/h już fizyka skazywała mnie na większe łuki między pachołkami przez co finalnie albo nie mieściłem się w bramce wyjazdowej, albo strącałem pachołek. Następnie przy minięciu drugiego pachołka delikatnie gazu, a po minięciu trzeciego pachołka gaz prawie do oporu.
Na bramce wjazdowej miałem 37 km/h wg Pani Egzaminator (mi motocykl pokazywał 36 km/h), na wyjazdowej 33 kh/h - średnia 35 km/h i kolejne zadanie zaliczone.
Zadanie 5 - ruszanie na wzniesieniu. Tu nie ma specjalnie co zepsuć - chyba, że Ci zgaśnie silnik lub motocykl zsunie się o więcej niż 20 cm. Zaliczone.
Zadanie 6 - omijanie przeszkody. Zadanie to polega na ominięciu przeszkody złożonej z trzech pachołków o szerokości 1 m prostopadle do toru jazdy z prędkością najazdową min. 50 km/h i pokonania jej z prawej i lewej strony przeciwskrętem. To również nie jest zbyt skomplikowane - trzeba tylko pilnować prędkości i umieć wchodzić w zakręty wspomnianym przeciwskrętem.
Zadanie 7 - hamowanie do punktu. Rozpędzasz motocykl do ok. 50 km/h i musisz łagodnie wyhamować z zatrzymaniem przez określonym punktem. W moim przypadku były to dwa pachołki położone obok siebie. Tego zadania trudno niezaliczyć.
Zadanie 8 - hamowanie awaryjne. Podobnie jak w poprzednim - rozpędzasz motocykl do 50 km/h i na znak egzaminatora gwałtownie hamujesz. I - tu ciekawostka - to jedyne zadanie kiedy może zgasnąć Ci silnik, ale gleba stanowi o negatywnym zakończeniu egzaminu. I tu pojawiły się moje obawy, bo cały czas padał deszcz, nawierzchnia mokra... Gwałtowne hamowanie jednośladem, nawet wyposażonym w ABS niesie pewne ryzyko... Na szczęście Pani Egzaminator wprost powiedziała, że prędkość ma być tak dobrana, żeby hamowanie awaryjne odbyło się w sposób bezpieczny. Pamiętam, że na liczniku miałem coś z czwórką z przodu - znak do zahamowania - hamulec przedni, sprzęgło, hamulec tylni, terkoczący ABS, zatrzymałem się
Chwila refleksji....qrcze....ZDAŁEM PLAC
Wyjazd "na miasto" po trudach placu był miłą wycieczką, tym bardziej, że po tych trasach jeździłem w czasie kursu i mało było miejsc z dziwnym oznakowaniem lub skomplikowanym ruchem (jak na przykład znienawidzone przez wszystkich kursantów rondo pięciopasmowe) na których dałbym się zaskoczyć.
I tak dojechaliśmy do WORD-u, Pani Egzaminator oznajmiła mi, że egzamin został zaliczony z wynikiem pozytywnym, że bardzo się jej podobał mój styl jazdy, etc., a ja stałem osłupiały jakby mówiła do kogoś innego
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obecnie czekam na wydanie "plastiku" i mam nadzieję otrzymać go w przyszłym tygodniu, bo w Warszawie taki jest średni czas oczekiwania. Podobno...
Przeogromnie cieszy mnie fakt, że tego wszystkiego udało się dokonać przez naszym zlotem w Kotlinie Kłodzkiej, w którym już pełnoprawnie będę mógł uczestniczyć na moim BMW R1150R, na którego to wczoraj zerkałem już nieco inaczej
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia 20 maja
- DjPj One
- Management Watahy
- Posty: 1320
- Rejestracja: 02 mar 2021, 19:42
- Imię: Piotr
- Lokalizacja: Kalisz
- Motocykl: Peugeot Metropolis 400
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
Gratulacje na forum. Piękny opis.
Tak mnie naszło, mamy w miarę świeżo po kursie - @Dailak, @Damianci , @Awiator teraz @Bartorius .
Myślę, że osobą jeżdżącym 125 i zastanawiającym się nad tym czy zrobić w przyszłości kategorie A były by zainteresowane takim tematem i podpowiedziami.
Może odpowiecie na pytania w stylu - czy kurs czegoś uczy? Czy kurs poszerza wiedze czy tylko jest wydawaniem kasy ? Co sprawia największy problem gdy już jakiś czas jeździ się 125? Czy jak jeździłem tylko skuterem to sobie dam radę z manualem? Czy musieliście jakieś nawyki które zebraliście przez kilka lat jazdy na 125 schować do "kieszeni" i o nich zapomnieć na czas kursu i egzaminu?
Czy to co uczą w szkołach jazdy jest w jakimś stopniu przydatne w codziennej rzeczywistości na polskich drogach?
Może Panowie podzielicie się wrażeniami ?
Tak mnie naszło, mamy w miarę świeżo po kursie - @Dailak, @Damianci , @Awiator teraz @Bartorius .
Myślę, że osobą jeżdżącym 125 i zastanawiającym się nad tym czy zrobić w przyszłości kategorie A były by zainteresowane takim tematem i podpowiedziami.
Może odpowiecie na pytania w stylu - czy kurs czegoś uczy? Czy kurs poszerza wiedze czy tylko jest wydawaniem kasy ? Co sprawia największy problem gdy już jakiś czas jeździ się 125? Czy jak jeździłem tylko skuterem to sobie dam radę z manualem? Czy musieliście jakieś nawyki które zebraliście przez kilka lat jazdy na 125 schować do "kieszeni" i o nich zapomnieć na czas kursu i egzaminu?
Czy to co uczą w szkołach jazdy jest w jakimś stopniu przydatne w codziennej rzeczywistości na polskich drogach?
Może Panowie podzielicie się wrażeniami ?
- Bartorius
- Management Watahy
- Posty: 326
- Rejestracja: 04 kwie 2021, 10:59
- Imię: Bartosz
- Lokalizacja: Warszawa
- Motocykl: BMW R1150R
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
@DjPj One tak, myśle, że to fajny pomysł stworzenie takiego Q&A. Co prawda będą to wybitnie subiektywne spostrzeżenia, dlatego trzeba mieć na to uwadze, bo to, co dla jednego jest banalne - dla kogoś innego może być nie lada wyzwaniem.
1. Ile kosztuje zrobienie kategorii A?
Na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ do kosztów całkowitych zalicza się:
- koszt kursu (ok. 2000 zł),
- kosz badań lekarskich (200 zł),
- opłata za wydanie prawa jazdy (100,50 zł)
- dodatkowe - w zależności od potrzeb/konieczności.
Osobiście polecam poszukać, bo wachlarz cen np. w Warszawie jest bardzo znaczący: ja znalazłem na Grouponie za 1399 zł, więc różnica jest dość istotna.
2. Jeździłem skuterem, chciałbym motocyklem z manualną skrzynią biegów.
Ja także zaczynałem od skuterów o pojemności 50 ccm, aż przesiadłem się na mój pierwszy motocykl Romet 125 Soft Chopper.
Przeskok był niebotyczny - w skomplikowaniu obsługi skuter vs. motocykl. Myślałem, że porwałem się z motyką na Słońce i, że to wszystko jest nie do opanowania.
Trzeba pamiętać, że skuter jest automatem - odkręcenie przepustnicy determinuje wzrost prędkości. Dźwignie hamulców rozmieszczone są symetrycznie po obu stronach kierownicy.
Motocykl - kompletnie inna bajka: prawa dźwignia na kierownicy to hamulec przedni, lewa to sprzęgło, hamulec tylni uruchamia się dźwignią pod prawą stopą. Lewa stopą operuje się dźwignią zmiany biegów. I to wszystko trzeba za sobą połączyć!
Pamiętam jak 2 pierwsze dni z motocyklem uczyłem się nim ruszać. Oczywiście trening czyni mistrza - jak mawia stare porzekadło. Po nabraniu wprawy robi się to wszystko w pełni automatycznie.
Inną kwestią jest wbijanie biegów - tak, wbijanie, a nie przełączanie - bo jest to biegunowo odległe od tego, jak się to robi w samochodzie. Dlaczego? Bo w samochodzie jest synchronizator, który równoważy obroty zębatek w skrzyni biegów. W motocyklu synchronizatorem jest....kierowca motocykla
.
3. Czy kurs czegoś uczy?
Moim zdaniem tak, aczkolwiek w moim przypadku jako pierwszy poruszę aspekt techniki jazdy.
Jeżeli nigdy wcześniej nie jeździłeś na motocyklu to zdecydowanie tak.
Jeżeli wcześniej jeździłeś na motocyklu - to plac manewrowy uczy techniki, obcowania z maszyną o dużo większej pojemności (od 250 ccm do 700 ccm), mocy i masie.
Co do nauki i zachowania w czasie jazdy w ruchu miejskim - tu jest mały dualizm: z jednej strony widzisz swoje przyzwyczajenia, które nierzadko stoją w sprzeczności z ruchem drogowym (przynajmniej tym wymaganym na egzaminie aż do pedanterii) lub rutyną, którą nabyło się przez lata jazdy samochodem i masz szansę to skorygować.
Z drugiej strony to mam wrażenie, że kurs w kwestii ruchu drogowego przypomina warunki laboratoryjne - np. jazdę przy skraju prawej krawędzi. A przecież każdy, kto chociaż trochę jeździ po polskich drogach wie, że taka praktyka jest niebezpieczna dla motocyklisty z racji niebezpieczeństwa zepchnięcia na pobocze przez zbyt blisko jadący samochód. I podejrzewam, że większość z Was się zgodzi, że aby jechać bezpiecznie trzeba jechać środkiem swojego pasa. bo wyprzedający nas samochód musi w tym momencie przekroczyć oś jezdni, co wiąże się z rozpoczęciem manewru wyprzedzania.
Niestety, prawo o ruchu drogowym to jedno, a życie to drugie.
4. Nawyki, czyli stary wyga na drodze.
W czasie jazdy z instruktorem, a już kategorycznie w czasie egzaminu państwowego należy na chwilę zapomnieć o nawykach, dobrej praktyce i doświadczeniu (np. jazda wspomnianym środkiem pasa). Dla egzaminatora nie ma takiego sformułowania jak "kątem oka". Trzeba wykonywać te niekiedy teatralne ruchy głową w tak kuriozalnych okolicznościach jak jazda przez skrzyżowanie na zielonym świetle, żeby pokazać egzaminatorowi "zasadę ograniczonego zaufania". Dramat, ale tak jest.
5. Jeździłem 125 to z każdym innym sobie poradzę.
W tym stwierdzeniu jest sporo arogancji, dlatego zalecam sporą dawkę pokory
Na 125-ce można dynamicznie ruszyć spod świateł odkręcając na maksa manetkę gazu, ale Yamaha MT 07 podniesie przednie koło i stanie dęba przy czymś takim. Masa motocykla jest tutaj także przeciwieństwem 125-ki.
Nie zmienia się za to sposób prowadzenia motocykla w znaczeniu ogólnym.
6. Mając kategorię A z pewnością trzeba się "lepiej ubrać" niż na 125 ccm i przez to koszty rosną.
Nic bardziej mylnego. Niezależnie, czy jedziemy skuterem 50 ccm, czy 125 ccm, czy 1150 ccm to gleba przy 80 km/h boli tak samo i tak samo tragicznie może się skończyć.
Porządny kask, kurtka motocyklowa, rękawice, spodnie i buty chroniące staw skokowy są tak samo niezbędnym wyposażeniem każdego motocyklisty ceniącego swoje własne bezpieczeństwo.
7. Czy udział w kursie pozwala na lepsze/bezpieczniejsze/sprawniejsze poruszanie się po polskich drogach?
Myślę, że po części tak, bo na kursie ćwiczy się technikę, opanowanie motocykla, poznanie mocnych i słabych stron danej pojemności, etc. Instruktor także weryfikuje nasze umiejętności w czasie jazdy w ruchu drogowym, co może nas srogo zaskoczyć
Ja jeżdżę samochodem od 1998 roku, skuterami i motocyklami przejechałem po Warszawie ok 40 tyś. km i oblałem po mieście dwie jazdy na kursie - przez nawyki
Kurs z pewnością pokazuje jazdę zgodnie z literą prawa, w sposób wybitnie bezpieczny i prawidłowy - i to trzeba oddać. Stosując te zasady plus wiedza i doświadczenie nabyte w praktyce można z całą stanowczością stwierdzić, że ma to sens!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na tę chwilę tyle przychodzi mi do głowy.
@Damianci @Dailak @Awiator - co Wy byście dodali?
1. Ile kosztuje zrobienie kategorii A?
Na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ do kosztów całkowitych zalicza się:
- koszt kursu (ok. 2000 zł),
- kosz badań lekarskich (200 zł),
- opłata za wydanie prawa jazdy (100,50 zł)
- dodatkowe - w zależności od potrzeb/konieczności.
Osobiście polecam poszukać, bo wachlarz cen np. w Warszawie jest bardzo znaczący: ja znalazłem na Grouponie za 1399 zł, więc różnica jest dość istotna.
2. Jeździłem skuterem, chciałbym motocyklem z manualną skrzynią biegów.
Ja także zaczynałem od skuterów o pojemności 50 ccm, aż przesiadłem się na mój pierwszy motocykl Romet 125 Soft Chopper.
Przeskok był niebotyczny - w skomplikowaniu obsługi skuter vs. motocykl. Myślałem, że porwałem się z motyką na Słońce i, że to wszystko jest nie do opanowania.
Trzeba pamiętać, że skuter jest automatem - odkręcenie przepustnicy determinuje wzrost prędkości. Dźwignie hamulców rozmieszczone są symetrycznie po obu stronach kierownicy.
Motocykl - kompletnie inna bajka: prawa dźwignia na kierownicy to hamulec przedni, lewa to sprzęgło, hamulec tylni uruchamia się dźwignią pod prawą stopą. Lewa stopą operuje się dźwignią zmiany biegów. I to wszystko trzeba za sobą połączyć!
Pamiętam jak 2 pierwsze dni z motocyklem uczyłem się nim ruszać. Oczywiście trening czyni mistrza - jak mawia stare porzekadło. Po nabraniu wprawy robi się to wszystko w pełni automatycznie.
Inną kwestią jest wbijanie biegów - tak, wbijanie, a nie przełączanie - bo jest to biegunowo odległe od tego, jak się to robi w samochodzie. Dlaczego? Bo w samochodzie jest synchronizator, który równoważy obroty zębatek w skrzyni biegów. W motocyklu synchronizatorem jest....kierowca motocykla
3. Czy kurs czegoś uczy?
Moim zdaniem tak, aczkolwiek w moim przypadku jako pierwszy poruszę aspekt techniki jazdy.
Jeżeli nigdy wcześniej nie jeździłeś na motocyklu to zdecydowanie tak.
Jeżeli wcześniej jeździłeś na motocyklu - to plac manewrowy uczy techniki, obcowania z maszyną o dużo większej pojemności (od 250 ccm do 700 ccm), mocy i masie.
Co do nauki i zachowania w czasie jazdy w ruchu miejskim - tu jest mały dualizm: z jednej strony widzisz swoje przyzwyczajenia, które nierzadko stoją w sprzeczności z ruchem drogowym (przynajmniej tym wymaganym na egzaminie aż do pedanterii) lub rutyną, którą nabyło się przez lata jazdy samochodem i masz szansę to skorygować.
Z drugiej strony to mam wrażenie, że kurs w kwestii ruchu drogowego przypomina warunki laboratoryjne - np. jazdę przy skraju prawej krawędzi. A przecież każdy, kto chociaż trochę jeździ po polskich drogach wie, że taka praktyka jest niebezpieczna dla motocyklisty z racji niebezpieczeństwa zepchnięcia na pobocze przez zbyt blisko jadący samochód. I podejrzewam, że większość z Was się zgodzi, że aby jechać bezpiecznie trzeba jechać środkiem swojego pasa. bo wyprzedający nas samochód musi w tym momencie przekroczyć oś jezdni, co wiąże się z rozpoczęciem manewru wyprzedzania.
Niestety, prawo o ruchu drogowym to jedno, a życie to drugie.
4. Nawyki, czyli stary wyga na drodze.
W czasie jazdy z instruktorem, a już kategorycznie w czasie egzaminu państwowego należy na chwilę zapomnieć o nawykach, dobrej praktyce i doświadczeniu (np. jazda wspomnianym środkiem pasa). Dla egzaminatora nie ma takiego sformułowania jak "kątem oka". Trzeba wykonywać te niekiedy teatralne ruchy głową w tak kuriozalnych okolicznościach jak jazda przez skrzyżowanie na zielonym świetle, żeby pokazać egzaminatorowi "zasadę ograniczonego zaufania". Dramat, ale tak jest.
5. Jeździłem 125 to z każdym innym sobie poradzę.
W tym stwierdzeniu jest sporo arogancji, dlatego zalecam sporą dawkę pokory
Na 125-ce można dynamicznie ruszyć spod świateł odkręcając na maksa manetkę gazu, ale Yamaha MT 07 podniesie przednie koło i stanie dęba przy czymś takim. Masa motocykla jest tutaj także przeciwieństwem 125-ki.
Nie zmienia się za to sposób prowadzenia motocykla w znaczeniu ogólnym.
6. Mając kategorię A z pewnością trzeba się "lepiej ubrać" niż na 125 ccm i przez to koszty rosną.
Nic bardziej mylnego. Niezależnie, czy jedziemy skuterem 50 ccm, czy 125 ccm, czy 1150 ccm to gleba przy 80 km/h boli tak samo i tak samo tragicznie może się skończyć.
Porządny kask, kurtka motocyklowa, rękawice, spodnie i buty chroniące staw skokowy są tak samo niezbędnym wyposażeniem każdego motocyklisty ceniącego swoje własne bezpieczeństwo.
7. Czy udział w kursie pozwala na lepsze/bezpieczniejsze/sprawniejsze poruszanie się po polskich drogach?
Myślę, że po części tak, bo na kursie ćwiczy się technikę, opanowanie motocykla, poznanie mocnych i słabych stron danej pojemności, etc. Instruktor także weryfikuje nasze umiejętności w czasie jazdy w ruchu drogowym, co może nas srogo zaskoczyć
Kurs z pewnością pokazuje jazdę zgodnie z literą prawa, w sposób wybitnie bezpieczny i prawidłowy - i to trzeba oddać. Stosując te zasady plus wiedza i doświadczenie nabyte w praktyce można z całą stanowczością stwierdzić, że ma to sens!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na tę chwilę tyle przychodzi mi do głowy.
@Damianci @Dailak @Awiator - co Wy byście dodali?
- Purdey
- Wilk
- Posty: 246
- Rejestracja: 12 mar 2021, 19:15
- Imię: Graham
- Lokalizacja: Haj ve Slezsku-smolkov
- Motocykl: Peugeot Speedfight II, Peugeot Satelis ll 125, Piaggio MP3 400 ie LT, CanAm Spyder RT Limited
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
Congratulations!!!! I have had category A for many, many years, but the thrill of passing will never leave me
Gratulacje!!!! Mam kategorię A od wielu, wielu lat, ale dreszcz przemijania nigdy mnie nie opuści
Gratulacje!!!! Mam kategorię A od wielu, wielu lat, ale dreszcz przemijania nigdy mnie nie opuści
- Awiator
- Management Watahy
- Posty: 819
- Rejestracja: 10 maja 2021, 21:02
- Imię: Tomek
- Lokalizacja: Pabianice
- Motocykl: Honda Gold Wing GL1800BD
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
@Bartorius Gratulacje!!! Świetny wątek. Z chęcią podzielę się swoim doświadczeniem. Niestety mam dziś bardzo ciężki dzień wiec w tej chwili odniosę się tylko do jednego pytania
". Jedna z pierwszych myśli była czy go nie zgubiłem? Chyba z dobre 5 minut się śmialiśmy z tego wyprzedzania:)
DjPj One pisze: 22 kwie 2022, 10:39 Czy musieliście jakieś nawyki które zebraliście przez kilka lat jazdy na 125 schować do "kieszeni" i o nich zapomnieć na czas kursu i egzaminu?
Otóż przeżyłem coś takiego na własnej skórze. Nie była to moja pierwsza jazda po mieście 650 ale był to mój pierwszy manewr wyprzedzania ciężarówki. Mimo, że świadomość różnic w mocy Burgmana 125 i Gladiusa istniała i podczas normalnych manewrów nie miałem, żadnych problemów to w tym jednym przypadku pamięć mięśniowa zadziałała i po spojrzeniu w lusterko zrobiłem to co zawsze na 125. Zmiana pasa i manetka odkręcona do oporu. Aż mi tchu brakło bo nie byłem przyzwyczajony do takiego przyspieszenia. Pikanterii dodaje fakt, że moim instruktorem był MotoTomasz znany jako "MotoInstruktor na plecaku? To JABartorius pisze: 22 kwie 2022, 11:58 Na 125-ce można dynamicznie ruszyć spod świateł odkręcając na maksa manetkę gazu, ale Yamaha MT 07 podniesie przednie koło i stanie dęba przy czymś takim.
Suzuki Burgman 125 (2020-2023), Zipp Appia 125 (2018 - 2024), Suzuki V Strom 650 XT (2021 - obecnie), Honda GL1800 Gold Wing DCT (2025 - obecnie)
- Dailak
- Management Watahy
- Posty: 1195
- Rejestracja: 13 mar 2021, 11:02
- Imię: Przemek
- Lokalizacja: Sulechów FZI
- Motocykl: Honda NT 1100
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
@Bartorius na początku GRATULACJE!!!
Czy kurs czegoś uczy? - hmmm, oprócz jak zdać egzamin, to chyba nie i jednej głupoty, oglądania się po kilka razy przed manewrem i podczas (zmiana pasa, skręt w lewo i w prawo). Praktycznie lusterek nie używasz. Egzaminator ma widzieć jak Ci głowa non stop pracuje. Oczywiście, że w życiu codziennym czasami się obejrzę, ale lusterka też używam. Na egzaminie - nie.
Czy kurs poszerza wiedze czy tylko jest wydawaniem kasy? - wydanie kasy.
Co sprawia największy problem gdy już jakiś czas jeździ się 125? - ruszanie ze sprzęgła pod górkę, gdy jeździłeś skuterem.
Czy jak jeździłem tylko skuterem to sobie dam radę z manualem? - miałem instruktora, który pokazał mi po razie wszystkie manewry, a później kazał mi ćwiczyć. Sam siedział non stop w aucie na telefonie. Jak się zmienia biegi nauczyłem się z YT. Na placu poćwiczyłem między 1 i 2, resztę biegów dopiero na pierwszej jeździe po mieście, czyli trzecia lekcja. Dałem rady, dużo pomagał wyświetlacz biegów.
Czy musieliście jakieś nawyki które zebraliście przez kilka lat jazdy na 125 schować do "kieszeni" i o nich zapomnieć na czas kursu i egzaminu? - nauczyć się hamowania tyłem za pomocą nogi
Czy to co uczą w szkołach jazdy jest w jakimś stopniu przydatne w codziennej rzeczywistości na polskich drogach? - pierwsza szkoła była porażką, najtańsza, ale zero przygotowania. Dopiero dodatkowe lekcje w innej szkole z polecenia przyniosły efekt w postaci zdania egzaminu. Nie mogłem wyjechać z ósemki na egzaminie. Na placu zaliczałem bezbłędnie, egzamin oblany. Dopiero drugi instruktor zauważył moje błędy i pokazał co i jak. Poruszania po drogach nauczyło mnie życie i kilka dobrych rad z YT. Szkoła uczy tylko pod egzamin.
To był jeden z moich pierwszych filmów z nauką:
Uprzedzam, że to jest TYLKO moje zdanie:DjPj One pisze: 22 kwie 2022, 10:39 Gratulacje na forum. Piękny opis.![]()
Tak mnie naszło, mamy w miarę świeżo po kursie - @Dailak, @Damianci , @Awiator teraz @Bartorius .
Myślę, że osobą jeżdżącym 125 i zastanawiającym się nad tym czy zrobić w przyszłości kategorie A były by zainteresowane takim tematem i podpowiedziami.
Może odpowiecie na pytania w stylu - czy kurs czegoś uczy? Czy kurs poszerza wiedze czy tylko jest wydawaniem kasy ? Co sprawia największy problem gdy już jakiś czas jeździ się 125? Czy jak jeździłem tylko skuterem to sobie dam radę z manualem? Czy musieliście jakieś nawyki które zebraliście przez kilka lat jazdy na 125 schować do "kieszeni" i o nich zapomnieć na czas kursu i egzaminu?
Czy to co uczą w szkołach jazdy jest w jakimś stopniu przydatne w codziennej rzeczywistości na polskich drogach?
Może Panowie podzielicie się wrażeniami ?
Czy kurs czegoś uczy? - hmmm, oprócz jak zdać egzamin, to chyba nie i jednej głupoty, oglądania się po kilka razy przed manewrem i podczas (zmiana pasa, skręt w lewo i w prawo). Praktycznie lusterek nie używasz. Egzaminator ma widzieć jak Ci głowa non stop pracuje. Oczywiście, że w życiu codziennym czasami się obejrzę, ale lusterka też używam. Na egzaminie - nie.
Czy kurs poszerza wiedze czy tylko jest wydawaniem kasy? - wydanie kasy.
Co sprawia największy problem gdy już jakiś czas jeździ się 125? - ruszanie ze sprzęgła pod górkę, gdy jeździłeś skuterem.
Czy jak jeździłem tylko skuterem to sobie dam radę z manualem? - miałem instruktora, który pokazał mi po razie wszystkie manewry, a później kazał mi ćwiczyć. Sam siedział non stop w aucie na telefonie. Jak się zmienia biegi nauczyłem się z YT. Na placu poćwiczyłem między 1 i 2, resztę biegów dopiero na pierwszej jeździe po mieście, czyli trzecia lekcja. Dałem rady, dużo pomagał wyświetlacz biegów.
Czy musieliście jakieś nawyki które zebraliście przez kilka lat jazdy na 125 schować do "kieszeni" i o nich zapomnieć na czas kursu i egzaminu? - nauczyć się hamowania tyłem za pomocą nogi
Czy to co uczą w szkołach jazdy jest w jakimś stopniu przydatne w codziennej rzeczywistości na polskich drogach? - pierwsza szkoła była porażką, najtańsza, ale zero przygotowania. Dopiero dodatkowe lekcje w innej szkole z polecenia przyniosły efekt w postaci zdania egzaminu. Nie mogłem wyjechać z ósemki na egzaminie. Na placu zaliczałem bezbłędnie, egzamin oblany. Dopiero drugi instruktor zauważył moje błędy i pokazał co i jak. Poruszania po drogach nauczyło mnie życie i kilka dobrych rad z YT. Szkoła uczy tylko pod egzamin.
To był jeden z moich pierwszych filmów z nauką:
Honda Forza 125 (2019-2021)
Honda CTX 700 (2021-2023)
Honda CB 750 Hornet (2023-2026)
Honda NT 1100 (2026-obecnie)
Honda CTX 700 (2021-2023)
Honda CB 750 Hornet (2023-2026)
Honda NT 1100 (2026-obecnie)
- Damianci
- Wilk Alfa
- Posty: 1199
- Rejestracja: 08 mar 2021, 17:04
- Imię: Damian
- Lokalizacja: Tarnowskie Góry
- Motocykl: R1250GS
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
Przede wszystkim Gratulacje dla @Bartorius . Uczucie zdania egzaminu na kat. A jest niezapomniane. W obszernym i emocjonalnym opisie Bartoriusa czuję i przypominam sobie te wrażenia. Życzę wszystkim Wilkom, którzy się zdecydowali lub zdecydują na kurs prawa jazdy motocyklowego, aby mogli się równie pomyślnie zameldować w tym ciekawym temacie.
@DjPj One , moje wrażenia na świeżo? W sumie to już półtora roku, bo mój zdany egzamin miał miejsce na początku listopada 2020. Od tamtego czasu 13 tys. km na większej maszynie zrobione. Ale Bartorius swoim opisem przypomniał mi jak było.
Bartorius odpowiedział już w pełni na niektóre pytania, więc odpowiem w tych, w których mogę dodać swoją opinię uzupełniającą lub inną.
2. Jeździłem skuterem, chciałbym motocyklem z manualną skrzynią biegów.
Na pewno trzeba poćwiczyć jazdę ze zmianą biegów. Jeśli ktoś jeździł wyłącznie skuterem lub dawno nie jeździł moto z manualem to trzeba nawet więcej czasu poświęcić na przyzwyczajenie się . U mnie się zaczęło dość niedawno, bo dwa lata temu. Wtedy obok Satelisa pojawił się Brixton 125 BX. Uważam, że był to dobry pomysł na przystosowanie, zanim zapisałem się na kurs we wrześniu 2020. Na początku zdarzały mi się poważne błędy, jak zmiana biegu (przy rozpędzaniu) z trójki na dwójkę zamiast na czwórkę, albo analogiczny błąd w drugą stronę. Dodatkowo uważam, że im prostszy sprzęt do nauki tym lepiej, bo jeśli mamy sprzęgło antyhoppingowe i kontrolę trakcji przy nauce, to przesiadając się na prostszy sprzęt to można się zaskoczyć.
3. Czy kurs czegoś uczy?
Moim zdaniem uczy. Przypomniałem sobie niektóre rzeczy z przepisów lub dowiedziałem o zmianach.
W praktycznej jeździe też uczymy się. Manewrowanie na placu to trudne zadania, ale uczą równowagi, panowania nad sprzętem.
Mam świadomość, że większość motocyklistów, którzy już mają prawo jazdy, nawet tych doświadczonych, nie zaliczyłoby tego egzaminu z marszu, nawet w pełni sezonu. Ale wg mnie te zadania nie są głupie, chociaż z drugiej strony słyszałem, że egzamin praktyczny w Polsce należy do najtrudniejszych w Europie.
Ja rozumiem, że aby spacerować nie trzeba umieć biegać, jednak wolałbym nauczyć się biegać, a potem sobie spacerować, nie potrzebując biegać.
4. Nawyki, czyli stary wyga na drodze.
No wiadomo - egzamin musi być zgodnie z przepisami. Np. prędkość 50 kmh w mieście, tam gdzie 90 % jedzie 70 kmh, mówię o miejscach z dala od pieszych, gdzie szybsza jazda nie stwarza zagrożenia. Trzeba się dostosować do przepisów. Ale to też trening i nowe spojrzenie na te zagadnienia.
5. Jeździłem 125 to z każdym innym sobie poradzę.
Trzeba wierzyć w siebie i umiejętności, ale zachowując rozsądek i pokorę wobec sprzętu. Statystycznie większa prędkość, przyśpieszenie i masa motocykla w porównaniu do 125 ccm, może dodatkowo zaskoczyć.
6. Mając kategorię A z pewnością trzeba się "lepiej ubrać" niż na 125 ccm i przez to koszty rosną.
Tak samo, jeśli jeździmy w podobnym stylu. Jeśli ktoś się przesiada ze 125 na ścigacza z zamiarem jazdy powyżej 250 kmh, to kupi sobie jednoczęściowy skórzany kostium do jazdy szybkiej, którego raczej nie ubieramy nie mogąc przekroczyć 100-120 kmh.
Jednak z zasady o ile na 125 należy się ubrać dobrze, to na większą pojemność przynajmniej nie gorzej.
7. Czy udział w kursie pozwala na lepsze/bezpieczniejsze/sprawniejsze poruszanie się po polskich drogach?
Tak. Wyżej już odpowiedziałem dlaczego.
@DjPj One , moje wrażenia na świeżo? W sumie to już półtora roku, bo mój zdany egzamin miał miejsce na początku listopada 2020. Od tamtego czasu 13 tys. km na większej maszynie zrobione. Ale Bartorius swoim opisem przypomniał mi jak było.
Bartorius odpowiedział już w pełni na niektóre pytania, więc odpowiem w tych, w których mogę dodać swoją opinię uzupełniającą lub inną.
2. Jeździłem skuterem, chciałbym motocyklem z manualną skrzynią biegów.
Na pewno trzeba poćwiczyć jazdę ze zmianą biegów. Jeśli ktoś jeździł wyłącznie skuterem lub dawno nie jeździł moto z manualem to trzeba nawet więcej czasu poświęcić na przyzwyczajenie się . U mnie się zaczęło dość niedawno, bo dwa lata temu. Wtedy obok Satelisa pojawił się Brixton 125 BX. Uważam, że był to dobry pomysł na przystosowanie, zanim zapisałem się na kurs we wrześniu 2020. Na początku zdarzały mi się poważne błędy, jak zmiana biegu (przy rozpędzaniu) z trójki na dwójkę zamiast na czwórkę, albo analogiczny błąd w drugą stronę. Dodatkowo uważam, że im prostszy sprzęt do nauki tym lepiej, bo jeśli mamy sprzęgło antyhoppingowe i kontrolę trakcji przy nauce, to przesiadając się na prostszy sprzęt to można się zaskoczyć.
3. Czy kurs czegoś uczy?
Moim zdaniem uczy. Przypomniałem sobie niektóre rzeczy z przepisów lub dowiedziałem o zmianach.
W praktycznej jeździe też uczymy się. Manewrowanie na placu to trudne zadania, ale uczą równowagi, panowania nad sprzętem.
Mam świadomość, że większość motocyklistów, którzy już mają prawo jazdy, nawet tych doświadczonych, nie zaliczyłoby tego egzaminu z marszu, nawet w pełni sezonu. Ale wg mnie te zadania nie są głupie, chociaż z drugiej strony słyszałem, że egzamin praktyczny w Polsce należy do najtrudniejszych w Europie.
Ja rozumiem, że aby spacerować nie trzeba umieć biegać, jednak wolałbym nauczyć się biegać, a potem sobie spacerować, nie potrzebując biegać.
4. Nawyki, czyli stary wyga na drodze.
No wiadomo - egzamin musi być zgodnie z przepisami. Np. prędkość 50 kmh w mieście, tam gdzie 90 % jedzie 70 kmh, mówię o miejscach z dala od pieszych, gdzie szybsza jazda nie stwarza zagrożenia. Trzeba się dostosować do przepisów. Ale to też trening i nowe spojrzenie na te zagadnienia.
5. Jeździłem 125 to z każdym innym sobie poradzę.
Trzeba wierzyć w siebie i umiejętności, ale zachowując rozsądek i pokorę wobec sprzętu. Statystycznie większa prędkość, przyśpieszenie i masa motocykla w porównaniu do 125 ccm, może dodatkowo zaskoczyć.
6. Mając kategorię A z pewnością trzeba się "lepiej ubrać" niż na 125 ccm i przez to koszty rosną.
Tak samo, jeśli jeździmy w podobnym stylu. Jeśli ktoś się przesiada ze 125 na ścigacza z zamiarem jazdy powyżej 250 kmh, to kupi sobie jednoczęściowy skórzany kostium do jazdy szybkiej, którego raczej nie ubieramy nie mogąc przekroczyć 100-120 kmh.
Jednak z zasady o ile na 125 należy się ubrać dobrze, to na większą pojemność przynajmniej nie gorzej.
7. Czy udział w kursie pozwala na lepsze/bezpieczniejsze/sprawniejsze poruszanie się po polskich drogach?
Tak. Wyżej już odpowiedziałem dlaczego.
Po leku do przodku.
125ccm (2015-2020), Peugeot Satelis RS 125 (2018-2020), Suzuki V-Strom 650 (2020-2022), BMW R1250GS (od 2022)
125ccm (2015-2020), Peugeot Satelis RS 125 (2018-2020), Suzuki V-Strom 650 (2020-2022), BMW R1250GS (od 2022)
- Ronin
- Wilk
- Posty: 290
- Rejestracja: 09 gru 2021, 01:03
- Imię: Maciek
- Lokalizacja: Wrocław
- Motocykl: Keeway Superlight125
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
Bartorius » Gratulacje


Fajny wątek , ciekawie się czyta - daje do myślenia . Przyjdzie chyba na mnie czas na kat A, ale dopiero wtedy jak nacieszę się 125- tką.
W poprzednim sezonie uczestniczyłem w dwóch szkoleniach, jedno indywidualne 2 godziny w MotoKener i było super, nauka techniki, hamowania, zakręty, powolnej jazdy ( o których nie słyszał mój brat który skończył kurs zdał egzamin - ) polecam indywidualne szkolenia.
Drugie z Motopomocni - 4 godziny ( grupa 8-10 osób ) koszty 2 x większe a wrażenia słabe.
Założyciel bardziej koncentrował się na chwaleniu swoich umiejętności i obnażaniu naszych niż na nauczaniu. Niby najlepsze szkolenia w Polsce, objazdowi po miastach , a moim zdaniem wyciąganie kasy nic więcej.
Uważam że szkolić się trzeba pod okiem fachowców i polecam szkolenia 1-1 na własnym motocyklu.
Odradzam uczę grupy prowadzone przez nadmuchanych „ mistrzuniów „
Wątek rozwinąć proponuję na złocie przy ognisku i piwku


Fajny wątek , ciekawie się czyta - daje do myślenia . Przyjdzie chyba na mnie czas na kat A, ale dopiero wtedy jak nacieszę się 125- tką.
W poprzednim sezonie uczestniczyłem w dwóch szkoleniach, jedno indywidualne 2 godziny w MotoKener i było super, nauka techniki, hamowania, zakręty, powolnej jazdy ( o których nie słyszał mój brat który skończył kurs zdał egzamin - ) polecam indywidualne szkolenia.
Drugie z Motopomocni - 4 godziny ( grupa 8-10 osób ) koszty 2 x większe a wrażenia słabe.
Założyciel bardziej koncentrował się na chwaleniu swoich umiejętności i obnażaniu naszych niż na nauczaniu. Niby najlepsze szkolenia w Polsce, objazdowi po miastach , a moim zdaniem wyciąganie kasy nic więcej.
Uważam że szkolić się trzeba pod okiem fachowców i polecam szkolenia 1-1 na własnym motocyklu.
Odradzam uczę grupy prowadzone przez nadmuchanych „ mistrzuniów „
Wątek rozwinąć proponuję na złocie przy ognisku i piwku
- Darek
- Wilk
- Posty: 279
- Rejestracja: 12 mar 2021, 20:16
- Imię: Darek
- Lokalizacja: Gdańsk
- Motocykl: Wigry 3 Junk M11 Honda Varadero125 Honda Vfr 1200X Crosstourer
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
Gratulacje dla @Bartorius . Zgadzam się z Damiancim w stu procentach , jazda małą pojemnośćią to jedno a jazda czymś większym (mówię o sobie) to zupełnie inny świat.Nie chodzi mi że duży może więcej że może szybciej tylko o respekt przed tym właśnie ''że może'' Jak odbierałem swoją '' Hankę '' zapytałem kolegi czy to nie za duża pojemność bo jednak przeskok ze 125 na 1200 to jednak bardzo duży skok...odpowiedział mi '' wszystko jest w twojej głowie i w manetce ''...od tamtej pory zrobiłem a jeżdżę z plecaczkiem już albo dopiero ok 7000 km. Więc powiem głośno że kurs daje bardzo dużo .Motocyklami 125 zrobiłem naprawdę dużo kilometrów i dopiero na kursie dotarło do mnie że nie sztuką jest jechać prosto sztuką są wszystkie manewry z pozoru '' gupie '' ósemki czy wolny slalom a o obracaniu głową nawet nie wspomnę...Pozdrawiam
- Dailak
- Management Watahy
- Posty: 1195
- Rejestracja: 13 mar 2021, 11:02
- Imię: Przemek
- Lokalizacja: Sulechów FZI
- Motocykl: Honda NT 1100
-
Re: Prawo jazdy kat. A - udało się!
Oczywiście, że manewry z kursu przydadzą się w codziennej jeździe, tylko czy w życiu codziennym robiąc ósemkę lub coś podobnego, np. zawracanie na drodze, nie będziesz się asekurował nogą? Wolę się podeprzeć niż wypieprzyć. Jadąc powoli, omijając przeszkody, np. leśna droga, nie wystawiasz nóg w celu asekuracji? Nawet w którymś pytaniu na prawko było, jak dobrze pamiętam, że na drodze leśnej trzeba się wspomagać nogami. Moim zdaniem egzamin tego nie uczy, a wręcz zabrania.
Co z tego, że na Gladiusie zrobię te manewry, jak mój prywatny motocykl całkiem inaczej się zachowuje?
"wszystko jest w twojej głowie i w manetce" - w 100% się zgadzam. Mając 600, 1000 czy więcej pojemności, nikt nie każe mi zapier....ć. To tylko mój wybór
Co z tego, że na Gladiusie zrobię te manewry, jak mój prywatny motocykl całkiem inaczej się zachowuje?
"wszystko jest w twojej głowie i w manetce" - w 100% się zgadzam. Mając 600, 1000 czy więcej pojemności, nikt nie każe mi zapier....ć. To tylko mój wybór
Honda Forza 125 (2019-2021)
Honda CTX 700 (2021-2023)
Honda CB 750 Hornet (2023-2026)
Honda NT 1100 (2026-obecnie)
Honda CTX 700 (2021-2023)
Honda CB 750 Hornet (2023-2026)
Honda NT 1100 (2026-obecnie)