Prawo jazdy kat. A - udało się!
: 22 kwie 2022, 10:17
Szanowna Wataho,
mogę już oficjalnie i z dumą powiedzieć, że w dniu wczorajszym (21.04.2022 roku) zrobiłem sobie piękny prezent imieninowy - zdałem egzamin na kategorię A
Pomimo padającego deszczu Warszawa okazała się nie być taka straszna i udało mi się zdać za pierwszym razem, co do tej pory jest dla mnie zagadką "jak to możliwe?", bo szczerze mówiąc to zastanawiałem się intensywnie, na którym zadaniu polegnę
Ale po kolei: przybyłem do WORD-u 45 minut przed ustaloną godziną egzaminu - wiadomo: korki, stłuczki, zawalidrogi, czy remonty mogą skutecznie opóźnić zakładany czas przejazdu, więc po co dodatkowo potęgować i tak sporą dawkę emocji.
Zostałem wywołany przez tamtejszy radiowęzeł, że oto "nadejszla wiekopomna chwila" i mam się stawić na placu manewrowym dla motocykli. Ku memu zaskoczeniu - wywołał mnie kobiecy głos... Okazało się, że moim egzaminatorem będzie kobieta - Pani Anna, która okazała się być przesympatyczną i serdeczną osobą, której podejście do egzaminowanego w znacznym stopniu pozwoliło rozładować i tak niemały stres.
W Warszawie motocyklem egzaminacyjnym jest Yamaha MT 07 - bardzo fajny i manewrowy motocykl. Jest jednak jedno "ale", mianowicie występuje on w dwóch wersjach - przed i poliftowej, z czego ta druga jest żwawsza, zrywniejsza i....delikatnie szybciej jedzie na półsprzęgle, co niebawem miałem okazję odczuć i przypłacić czwartym zawałem tego dnia
W czasie nauki na placu manewrowym jeździłem tą przedliftową, wolniejszą...
Komputer wylosował mi dwa zadania: sprawdzenie poziomu oleju silnikowego oraz sprawdzenie świateł mijania. Banał. Oczywiście, do tego absolutnie zawsze trzeba sprawdzić naciąg i stan łańcucha, ale o tym egzaminator nie mówi i trzeba to o tym pamiętać.
Pierwsze zadanie: wyprowadzenie motocykla bez uruchamiania silnika "na trzy". To trzeba kilka razy przećwiczyć na placu manewrowym i nie jest skomplikowane.
Przygotowanie do jazdy: pozapinać się, ustawić lusterka, złożyć stopkę, upewnić się, że się włączyło silnik, etc.
Drugie zadanie - "ósemka", 5 razy. Tu przekonałem się o tym, że polift jedzie delikatnie szybciej i na drugiej zwitce....podparłem się nogą. To grzech śmiertelny, bo zadanie jest automatycznie niezaliczone... Podobnie jak gleba lub zgaśnięcie silnika. Przekląłem siarczyście, bo na placu nigdy nie zepsułem "ósemki"! A to dopiero początek tej rzeźni i już wtopa...
Drugie podejście - nerwy jeszcze większe, kwadratowe ruchy kierownicą i milion myśli na sekundę. Egzaminator daje znać, żebym zjechał - i zalicza to zadanie.
Zadanie numer 3 - wolny slalom, dwukrotny przejazd. Tu liczy się już tylko technika - trzeba mocno balansować biodrami i w pełni panować nad maszyną. Po raz kolejny ten 1 km/h szybciej na pół sprzęgle okazał się zmorą, bo oprócz balansu i skupienia na zadaniu trzeba było dołożyć operowanie sprzęgłem w razie, gdy widzisz, że fizyka każe Ci jechać nie tam, gdzie chcesz. Przypomnę, że zaledwie dotknięcie pachołka jest równoznaczne z przerwaniem egzaminu i jego negatywnym wynikiem. Udało mi się, chociaż nie powiem, że bez przygód, bo było blisko niezmieszczenia się w ostatnią bramkę
Nawet Pani Egzaminator stwierdziła, że dostarczam jej mocnych wrażeń
Zadanie 4 - szybki slalom między trzema pachołkami, jednokrotny przejazd. Tu również liczy się wyłącznie technika i niezliczone ilości prób na placu, bo mierzona jest średnia prędkość pomiędzy bramką wjazdową, a wyjazdową, która musi wynieść nie mniej niż 30 km/h. Wydawałoby się, że to niewiele, ale to bardzo złudne, kiedy widzi się jak blisko siebie rozmieszczone są pachołki. Żeby zaliczyć to zadanie trzeba samemu opracować swoją technikę. Moja była taka, że na bramce wjazdowej mam maksymalnie 36 km/h i to prędkość graniczna, bo przy 37 km/h już fizyka skazywała mnie na większe łuki między pachołkami przez co finalnie albo nie mieściłem się w bramce wyjazdowej, albo strącałem pachołek. Następnie przy minięciu drugiego pachołka delikatnie gazu, a po minięciu trzeciego pachołka gaz prawie do oporu.
Na bramce wjazdowej miałem 37 km/h wg Pani Egzaminator (mi motocykl pokazywał 36 km/h), na wyjazdowej 33 kh/h - średnia 35 km/h i kolejne zadanie zaliczone.
Zadanie 5 - ruszanie na wzniesieniu. Tu nie ma specjalnie co zepsuć - chyba, że Ci zgaśnie silnik lub motocykl zsunie się o więcej niż 20 cm. Zaliczone.
Zadanie 6 - omijanie przeszkody. Zadanie to polega na ominięciu przeszkody złożonej z trzech pachołków o szerokości 1 m prostopadle do toru jazdy z prędkością najazdową min. 50 km/h i pokonania jej z prawej i lewej strony przeciwskrętem. To również nie jest zbyt skomplikowane - trzeba tylko pilnować prędkości i umieć wchodzić w zakręty wspomnianym przeciwskrętem.
Zadanie 7 - hamowanie do punktu. Rozpędzasz motocykl do ok. 50 km/h i musisz łagodnie wyhamować z zatrzymaniem przez określonym punktem. W moim przypadku były to dwa pachołki położone obok siebie. Tego zadania trudno niezaliczyć.
Zadanie 8 - hamowanie awaryjne. Podobnie jak w poprzednim - rozpędzasz motocykl do 50 km/h i na znak egzaminatora gwałtownie hamujesz. I - tu ciekawostka - to jedyne zadanie kiedy może zgasnąć Ci silnik, ale gleba stanowi o negatywnym zakończeniu egzaminu. I tu pojawiły się moje obawy, bo cały czas padał deszcz, nawierzchnia mokra... Gwałtowne hamowanie jednośladem, nawet wyposażonym w ABS niesie pewne ryzyko... Na szczęście Pani Egzaminator wprost powiedziała, że prędkość ma być tak dobrana, żeby hamowanie awaryjne odbyło się w sposób bezpieczny. Pamiętam, że na liczniku miałem coś z czwórką z przodu - znak do zahamowania - hamulec przedni, sprzęgło, hamulec tylni, terkoczący ABS, zatrzymałem się
.
Chwila refleksji....qrcze....ZDAŁEM PLAC
Wyjazd "na miasto" po trudach placu był miłą wycieczką, tym bardziej, że po tych trasach jeździłem w czasie kursu i mało było miejsc z dziwnym oznakowaniem lub skomplikowanym ruchem (jak na przykład znienawidzone przez wszystkich kursantów rondo pięciopasmowe) na których dałbym się zaskoczyć.
I tak dojechaliśmy do WORD-u, Pani Egzaminator oznajmiła mi, że egzamin został zaliczony z wynikiem pozytywnym, że bardzo się jej podobał mój styl jazdy, etc., a ja stałem osłupiały jakby mówiła do kogoś innego
Po prostu to jeszcze nie docierało
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obecnie czekam na wydanie "plastiku" i mam nadzieję otrzymać go w przyszłym tygodniu, bo w Warszawie taki jest średni czas oczekiwania. Podobno...
Przeogromnie cieszy mnie fakt, że tego wszystkiego udało się dokonać przez naszym zlotem w Kotlinie Kłodzkiej, w którym już pełnoprawnie będę mógł uczestniczyć na moim BMW R1150R, na którego to wczoraj zerkałem już nieco inaczej
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia 20 maja
mogę już oficjalnie i z dumą powiedzieć, że w dniu wczorajszym (21.04.2022 roku) zrobiłem sobie piękny prezent imieninowy - zdałem egzamin na kategorię A
Pomimo padającego deszczu Warszawa okazała się nie być taka straszna i udało mi się zdać za pierwszym razem, co do tej pory jest dla mnie zagadką "jak to możliwe?", bo szczerze mówiąc to zastanawiałem się intensywnie, na którym zadaniu polegnę
Ale po kolei: przybyłem do WORD-u 45 minut przed ustaloną godziną egzaminu - wiadomo: korki, stłuczki, zawalidrogi, czy remonty mogą skutecznie opóźnić zakładany czas przejazdu, więc po co dodatkowo potęgować i tak sporą dawkę emocji.
Zostałem wywołany przez tamtejszy radiowęzeł, że oto "nadejszla wiekopomna chwila" i mam się stawić na placu manewrowym dla motocykli. Ku memu zaskoczeniu - wywołał mnie kobiecy głos... Okazało się, że moim egzaminatorem będzie kobieta - Pani Anna, która okazała się być przesympatyczną i serdeczną osobą, której podejście do egzaminowanego w znacznym stopniu pozwoliło rozładować i tak niemały stres.
W Warszawie motocyklem egzaminacyjnym jest Yamaha MT 07 - bardzo fajny i manewrowy motocykl. Jest jednak jedno "ale", mianowicie występuje on w dwóch wersjach - przed i poliftowej, z czego ta druga jest żwawsza, zrywniejsza i....delikatnie szybciej jedzie na półsprzęgle, co niebawem miałem okazję odczuć i przypłacić czwartym zawałem tego dnia
Komputer wylosował mi dwa zadania: sprawdzenie poziomu oleju silnikowego oraz sprawdzenie świateł mijania. Banał. Oczywiście, do tego absolutnie zawsze trzeba sprawdzić naciąg i stan łańcucha, ale o tym egzaminator nie mówi i trzeba to o tym pamiętać.
Pierwsze zadanie: wyprowadzenie motocykla bez uruchamiania silnika "na trzy". To trzeba kilka razy przećwiczyć na placu manewrowym i nie jest skomplikowane.
Przygotowanie do jazdy: pozapinać się, ustawić lusterka, złożyć stopkę, upewnić się, że się włączyło silnik, etc.
Drugie zadanie - "ósemka", 5 razy. Tu przekonałem się o tym, że polift jedzie delikatnie szybciej i na drugiej zwitce....podparłem się nogą. To grzech śmiertelny, bo zadanie jest automatycznie niezaliczone... Podobnie jak gleba lub zgaśnięcie silnika. Przekląłem siarczyście, bo na placu nigdy nie zepsułem "ósemki"! A to dopiero początek tej rzeźni i już wtopa...
Drugie podejście - nerwy jeszcze większe, kwadratowe ruchy kierownicą i milion myśli na sekundę. Egzaminator daje znać, żebym zjechał - i zalicza to zadanie.
Zadanie numer 3 - wolny slalom, dwukrotny przejazd. Tu liczy się już tylko technika - trzeba mocno balansować biodrami i w pełni panować nad maszyną. Po raz kolejny ten 1 km/h szybciej na pół sprzęgle okazał się zmorą, bo oprócz balansu i skupienia na zadaniu trzeba było dołożyć operowanie sprzęgłem w razie, gdy widzisz, że fizyka każe Ci jechać nie tam, gdzie chcesz. Przypomnę, że zaledwie dotknięcie pachołka jest równoznaczne z przerwaniem egzaminu i jego negatywnym wynikiem. Udało mi się, chociaż nie powiem, że bez przygód, bo było blisko niezmieszczenia się w ostatnią bramkę
Zadanie 4 - szybki slalom między trzema pachołkami, jednokrotny przejazd. Tu również liczy się wyłącznie technika i niezliczone ilości prób na placu, bo mierzona jest średnia prędkość pomiędzy bramką wjazdową, a wyjazdową, która musi wynieść nie mniej niż 30 km/h. Wydawałoby się, że to niewiele, ale to bardzo złudne, kiedy widzi się jak blisko siebie rozmieszczone są pachołki. Żeby zaliczyć to zadanie trzeba samemu opracować swoją technikę. Moja była taka, że na bramce wjazdowej mam maksymalnie 36 km/h i to prędkość graniczna, bo przy 37 km/h już fizyka skazywała mnie na większe łuki między pachołkami przez co finalnie albo nie mieściłem się w bramce wyjazdowej, albo strącałem pachołek. Następnie przy minięciu drugiego pachołka delikatnie gazu, a po minięciu trzeciego pachołka gaz prawie do oporu.
Na bramce wjazdowej miałem 37 km/h wg Pani Egzaminator (mi motocykl pokazywał 36 km/h), na wyjazdowej 33 kh/h - średnia 35 km/h i kolejne zadanie zaliczone.
Zadanie 5 - ruszanie na wzniesieniu. Tu nie ma specjalnie co zepsuć - chyba, że Ci zgaśnie silnik lub motocykl zsunie się o więcej niż 20 cm. Zaliczone.
Zadanie 6 - omijanie przeszkody. Zadanie to polega na ominięciu przeszkody złożonej z trzech pachołków o szerokości 1 m prostopadle do toru jazdy z prędkością najazdową min. 50 km/h i pokonania jej z prawej i lewej strony przeciwskrętem. To również nie jest zbyt skomplikowane - trzeba tylko pilnować prędkości i umieć wchodzić w zakręty wspomnianym przeciwskrętem.
Zadanie 7 - hamowanie do punktu. Rozpędzasz motocykl do ok. 50 km/h i musisz łagodnie wyhamować z zatrzymaniem przez określonym punktem. W moim przypadku były to dwa pachołki położone obok siebie. Tego zadania trudno niezaliczyć.
Zadanie 8 - hamowanie awaryjne. Podobnie jak w poprzednim - rozpędzasz motocykl do 50 km/h i na znak egzaminatora gwałtownie hamujesz. I - tu ciekawostka - to jedyne zadanie kiedy może zgasnąć Ci silnik, ale gleba stanowi o negatywnym zakończeniu egzaminu. I tu pojawiły się moje obawy, bo cały czas padał deszcz, nawierzchnia mokra... Gwałtowne hamowanie jednośladem, nawet wyposażonym w ABS niesie pewne ryzyko... Na szczęście Pani Egzaminator wprost powiedziała, że prędkość ma być tak dobrana, żeby hamowanie awaryjne odbyło się w sposób bezpieczny. Pamiętam, że na liczniku miałem coś z czwórką z przodu - znak do zahamowania - hamulec przedni, sprzęgło, hamulec tylni, terkoczący ABS, zatrzymałem się
Chwila refleksji....qrcze....ZDAŁEM PLAC
Wyjazd "na miasto" po trudach placu był miłą wycieczką, tym bardziej, że po tych trasach jeździłem w czasie kursu i mało było miejsc z dziwnym oznakowaniem lub skomplikowanym ruchem (jak na przykład znienawidzone przez wszystkich kursantów rondo pięciopasmowe) na których dałbym się zaskoczyć.
I tak dojechaliśmy do WORD-u, Pani Egzaminator oznajmiła mi, że egzamin został zaliczony z wynikiem pozytywnym, że bardzo się jej podobał mój styl jazdy, etc., a ja stałem osłupiały jakby mówiła do kogoś innego
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obecnie czekam na wydanie "plastiku" i mam nadzieję otrzymać go w przyszłym tygodniu, bo w Warszawie taki jest średni czas oczekiwania. Podobno...
Przeogromnie cieszy mnie fakt, że tego wszystkiego udało się dokonać przez naszym zlotem w Kotlinie Kłodzkiej, w którym już pełnoprawnie będę mógł uczestniczyć na moim BMW R1150R, na którego to wczoraj zerkałem już nieco inaczej
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia 20 maja